Czy warto kupować akcje? Bank of America wieszczy wystarczy hossy

Nadchodzi czas niedźwiedzi. "Jesteśmy świadkami początku końca hossy"

Ile to już razy słyszeliśmy o nadchodzącym krańcu trwającej od 8 czasów hossy na rynkach? Ostatnio coraz więcej milionerów (szczególnie tych, którzy zarabiają dzięki spadkach) wróży wielką nadciągającą apokalipsę. Na Wall Street wciąż nie ma jednakże zbyt wielu strategów, którzy wieszczą koniec szaleńczego rajdu. Może dlatego głos Pula of America, mówiący o jasnym sygnale końca wzrostów, jest aż tak donośny.

Pisząc o milionerach przepowiadających armagedon, miałem na myśli m. in. Jima Rogersa, który mówił w ostatnim czasie w rozmowie z Business Insiderem o nadchodzącym "największym kryzysie naszych czasów". Trudność w tym, że Rogers od lat wieszczy kłopoty w dziedzinie; ma zresztą w tym niemały interes, ponieważ inwestuje w ziemie i surowce, których ceny najczęściej rosną podczas wszelkiego typu załamań. Sianie paniki nabija mu więc zer na koncie. Tymczasem, do grona pesymistów dołączył ostatnio także laureat gratyfikacyj Nobla, znany ekonomista, Robert Shiller, który w "Bloombergu", przekonywał o przewartościowaniu wycen akcji amerykańskich spółek, jak powinno prowadzić do głębokiej korekty.

Co na to Wall Street? Inwestorzy wciąż kupują, jakby jutra miało nie być (choć ostatnio już nie naprawdę ochoczo, szczególnie spółki technologiczne, ale to już inny temat). Rajd jednak może się szybko skończyć i coraz wyraźniej widać na horyzoncie czas niedźwiedzi, które tylko czekają, aby wygryźć dotychczasowe byki.

Bank of America: "Jesteśmy widzami początku końca hossy"

Przyczynek wydaje się ku temu dość dobry, ponieważ głos w tejże sprawie zabrał jeden z największych banków świata Bank of America Merrill Lynch (BAML). BAML ostatniego poranka każdego miesiąca wydaje wskazówki dotyczące alokacji aktywów (innymi słowy, podpowiada w co najlepiej włożyć pieniądze, żeby wyciągnąć ich jak najwięcej). Co czytamy w ostatniej z nich? Stratedzy naszej instytucji uważają, że rynek przesuwa się w stronę internetową sprzedaży - na dzionek 30 czerwca wskaźnik banku, mówiący o możliwej wyprzedaży, był na najwyższym poziomie od 2011 roku.

"Ostatnie przejście od sceptycyzmu do optymizmu może być pierwszym krokiem w stylu rynkowej euforii, którą przeważnie obserwujemy tuż przed końcem hossy i która, jak na przykład na razie, była podczas tego cyklu nieobecna" – napisała Savita Subramanian, szefowa departamentu strategii w BAML. Oznacza to ni skromniej, ni więcej, że wyczekuje nas jeszcze hurraoptymizm, który to zazwyczaj poprzedza załamanie. Analityczka tłumaczy, że:

Naszym zdaniem konsensus Wall Street co do alokacji mień (konsensus mówiący na temat, czy opłaca się jeszcze kupić akcje - przyp. red. ) jest niezawodnym, choć całkowicie przeciwstawnym wskaźnikiem. Czyli – jest sygnałem wzrostów w czasie bessy jak i również vice versa.

Teraz ten sam wskaźnik Bank of America wskazuje, że jesteśmy w przededniu początku solidnych spadków, które mogą rozlać się w pozostałe rynki.

Foto: Bank of America Merrill Lynch

Wall Street: jest jeszcze przestrzeń do zysków

Na wypadku wszystko więc jeszcze prezentuje się, jak należy. Co większą ilość, aby udowodnić, że zbyt wciąż ma potencjał wzrostowy, niektórzy stratedzy powołują się na zwrot w dynamice zysków w I trymestrze tego roku, które, według spadkach trwających od III kwartału 2015 roku, nareszcie poszły w górę. - W I kwartale 2017 roku ceny akcji zostały stabilne, głównie dzięki lepszy wynikom spółek i mimo mieszanych danych ekonomicznych – napisał w poniedziałkowej notatce John Stoltzfus, główny strateg inwestycyjny w firmie Oppenheimer. W pierwszej połowie 2017 r. indeks S&P 500 (indeks największych amerykańskich spółek) wzrósł o 8, dwa proc.

Oczekuje się, że wzrost zysków zostanie widoczny także w II kwartale. Zdaniem FactSet, amerykańskiej firmy badającej zbyt, tuż przed początkiem sezonu wynikowego rozpoczynającego się jedenaście czerwca od sprawozdania firmy PepsiCo, analitycy tylko nieznacznie obniżyli prognozy zysków w jedną akcję.

Najlepiej całe zamieszanie ze zbliżającym się kryzysem podsumowuje, cytowany przez amerykańskiego Business Insidera, Tom Lee z przedsiębiorstwa analitycznej Fundstrat. Lee, jakiego prognoza indeksu S&P pięć stów na koniec roku mieści się na poziomie 2275 pkt (w środę pięć. 07. indeks był na poziomie 2432 pkt. ) i jest najniższa pośród dużej ilości prognoz głównych strategów spośród Wall Street, powiedział, że zyski spółek, aby móc dotrzymać kroku różnym, bardzo rozbieżnym wskaźnikom wyceny, jakimś jak mediana wskaźników wartość do zysku, powinny rosnąć dużo szybciej.

- Szczerze mówiąc, jestem przy dość niekomfortowym położeniu – powiedział Tom Lee w temat swojej prognozy przewidującej gorsze zakończenie roku. – Naszym klientom nie pociąga się sugerowanie, że indeksy są już na tak wiele wysoko, iż pojawiło się ryzyko spadków - wyjaśnił.

Jednak później takich opinii może być znacznie więcej. Ocena Bank of America w tej sprawie to do tej okresy najgłośniejszy sygnał puszczony po eter, mówiący o naszym, że naprawdę coś zaczyna się dziać niedobrego.