Ekspert Banku Światowego: dla rynku pracy najlepszy jest jeden rodzaj kontraktu

Ekspert Banku Światowego: dla rynku pracy najlepszy jest jeden rodzaj kontraktu

Dualny rynek roboty polegający na tym, że część pracowników ma umowy o pracę, a część dokumenty urzędowe cywilno-prawne, taki wybór nieefektywne pod względem finansowym i społecznie. Najlepszy stałbym się tylko jeden rodzaj kontraktu - mówi Jan Rutkowski z Banku Światowego.

Zdaniem Rutkowskiego, głównego ekonomisty Banku Światowego do rzeczy polityki socjalnej i rynku pracy, rynek pracy w Polsce jest w naszej chwili bardzo elastyczny, jednak kosztem dużej nierówności. Więc kierunek, w jakim należy zmierzać, to zmniejszenie różnicy po kosztach dla pracodawcy pośród umowami o pracę an umowami cywilno-prawnymi (zlecenie jak i również o dzieło), bez likwidowania tych ostatnich.

Umowy jednolite

Zadłużeni we franku szwajcarskim, czy górnicy? Rafał Hirsch pyta, komu państwo powinno pomagać

Ekspert ocenia, iż ujednolicenie składek na polisa społeczne jest krokiem po tym kierunku, jednak przy dalszej perspektywie należy wziąć pod namysł możliwość wprowadzenia jednolitej porozumienia o pracę.

- Koncepcja jednolitej umowy o robotę polega na tym, hdy istnieje tylko jeden rodzaj kontraktu, który zapewnia zatrudnionemu wszystkie przywileje, wynikające spośród umowy o pracę, takie jak składki na ubezpieczenie społeczne, urlop zdrowotny i wypoczynkowy, ale w porównaniu wraz z obecną umową o pracę terminowo nieokreślony pozwala szefowie łatwiej zwolnić pracownika. Chlebodawca musiałby wypłacić odpowiednio ogromną odprawę, proporcjonalną do stażu pracy, nie musiałby jednakże udowadniać zasadności zwolnienia - powiedział Rutkowski.

To zachęcałoby pracodawców do zatrudniania, ponieważ nie obawialiby się, że nie będą w stanie zwolnić pracownika, który to się nie sprawdza (udowodnienie poprzednio sądem, że ktoś odrzucić wywiązuje się ze swych obowiązków, jest zazwyczaj niemożliwe).

Według niego umowa taka jest racjonalnym kompromisem między potrzebą bezpieczeństwa według stronie pracownika, a potrzebą elastyczności po stronie szefowi. Jednocześnie jednolita umowa zniosłaby obecnie istniejąca nierówność na rynku pracy, tzn. rozdział na tych, którzy czerwca umowy o pracę dzięki czas nieokreślony, tych, jacy mają umowy czasowe jak i również tych, którzy mają wyłącznie umowy cywilno-prawne.

Pomysł z zagranicy

Kiedy podwładni będą dyktować warunki? "Trzeba jeszcze poczekać"

Pomysł jednolitej umowy o pracę (tzw. single contract) zrodził się w krajach, które podobnie jak Polska borykają się spośród dualnym rynkiem pracy. a mianowicie Pionierami tej koncepcji istnieją ekonomiści włoscy, hiszpańscy jak i również francuscy. Chodziło o wówczas, żeby ułatwić wejście dzięki rynek pracy ludziom młodocianym, bo oni głównie cierpią z powodu podziału na > > insiderów < < czyli ludzi, którzy mają pracę i zabezpieczenia, oraz > > outsiderów < <, czyli tych, którzy mogą mieć gorsze umowy albo w ogóle są bezrobotni - mówił ekspert BŚ.

- Taki dualny rynek pracy nie jest efektywny ani z ekonomicznego, ani ze społecznego punktu widzenia, bo jest bardzo niestabilny. Choć łatwiej znaleźć jakieś zatrudnienie, gdy jest dobra sprawa ekonomiczna, bo elastyczne porozumienia są tanie dla pracodawców, jednak gdy uderza kryzys, następuje gwałtowne tąpnięcie, ostry wzrost bezrobocia, który dotka głównie zatrudnionych na umowach o pracę tymczasową. Koszty kryzysu ponoszą więc osoby o słabszej pozycji dzięki rynku pracy - oświadczył.

Rutkowski dodał, iż umowy elastyczne nie byłyby złe, gdyby były pomostem do regularnego zatrudnienia dla młodych i niedoświadczonych podwładnych. Ale niestety tak się nie dzieje. Tego typu umowy często stają się pułapką dla wchodzących w rynek pracy, a możliwość przejścia po nich na typową umowę o pracę jest stosunkowo nieduże.

Według niego kolejny trudność związany z powszechnym zatrudnianiem na umowy cywilno-prawne polega na tym, że jest ono podobne do zatrudniania nieformalnego.

Które generują straty, ile zatrudniają ludzi. Wszystko o kopalniach, które chce zamknąć rząd

- Jak wiadomo, zatrudnianie nieformalne narusza konkurencję jak i również powoduje błędne koło. Ponieważ skłania innych pracodawców w celu tego, by też uciekać w nieformalne zatrudnienie, by być konkurencyjnymi. Niewątpliwie należy ograniczać bodźce ekonomiczne, które sprzyjają takim działaniom - dodał Rutkowski.

Także po Polsce

Jego zdaniem koncepcja jednego kontraktu mogłaby posiadać swoje zastosowanie także w Polsce, gdzie zatrudnia się znacznie więcej pracowników na umowy cywilno-prawne niż w większości pozostałych krajów UE.

- Umów cywilno-prawnych na polskim rynku pracy zaczęło gwałtownie przyrastać od czasu 2000 r., bo wcześniej zdecydowanie dominującą formą zatrudnienia był etat. Choć w teorii zmiana ta mogłaby okazać się związana ze zmianami w strukturze gospodarki, postępem technologicznym i wystąpieniem nowych zawodów, to - jak wynika z analiz, które przeprowadziliśmy z resortem pracy a mianowicie nie taka jest przyczyna. Po prostu pracodawcy rozpoczęli wykorzystywać furtkę w regulacjach, by zatrudniać na owe umowy do prac jak najbardziej typowych - ocenił ekspert.

Z testowań, które Bank Światowy przeprowadził wśród polskich pracodawców, wynika, że uważają oni umowę o pracę za restrykcyjną i kosztowną, nawet jeśli jest podpisywana na czas określony.

- Podkreślaną przez nich sprawą są przede wszystkim koszty, ale koszty nie tylko pieniężne, bo to jest ewidentne. Chodzi też o to, że umowa cywilno-prawna pozwala znacznie bardziej kontrolować i dyscyplinować pracowników; znacznie skromniej jest zwolnień i urlopów, a ludzie pracują w wyższym stopniu wydajnie. Przy tak dużej różnicy w kosztach miedzy umową o pracę an umową cywilno-prawną trudno się dziwić, że pracodawcy czerpią korzyści z tych ostatnich, podczas gdy tylko mogą - wskazał.

Coś za coś

Nie idź na szkoła główna, zostań hydraulikiem. Medialny legenda czy rzeczywistość?

Zdaniem ekonomisty wzrost zatrudnienia w Polsce nastąpił właśnie dzięki umowom nietypowym, a poziom zatrudnienia na klasyczne umowy o pracę właściwie się odrzucić zmienił. I choć zbędne zatrudnianie na umowy cywilno-prawne uważa za patologię, wówczas - jego zdaniem - wcale nie jest powiedziane, że gdyby zakazać takich umów, to problem sam by się rozwiązał.

- Wśród pracowników rozpowszechnione wydaje się przekonanie, że jeśli zlikwiduje się umowy cywilnoprawne i zmusi pracodawców do zatrudniania na umowy o fuchę, to wszyscy zatrudnieni dzięki umowy cywilnoprawne przejdą na umowy o pracę. Wówczas jest założenie nieuzasadnione. Cząstka pewnie rzeczywiście zostałaby zatrudniona na umowę o fuchę, ale nie wiemy, jaka część. Część nowych pomieszczeń pracy mogłaby nie wykształcić się, bo pracodawca tworzy obszar pracy, tylko kiedy mu się to opłaca. Musimy sobie zdawać sprawę, hdy lepsza jest umowa nieszablonowa niż brak jakiejkolwiek umowy, czyli zatrudnienie nieformalne lub bezrobocie - ocenił Rutkowski.

Rozwiązanie problemu a mianowicie przekonywał - mogłaby tworzyć właśnie jednolita umowa na temat pracę, ale jak dotąd nie została ona nienaniesiona w żadnym kraju, chociaż pewne elementy tej myśli próbuje się realizować we Włoszech, uzupełniając to radykalnym uproszczeniem Kodeksu pracy.

- Związki niechętnie w dodatku podchodzą, bo boją się, że jest to pierwszy krok w dodatku, żeby zredukować poziom zabezpieczenia pracowników. Natomiast pracodawcy z kolei boją się odwrotnej sytuacji, tj., że będzie tylko jeden rodzaj umowy, co w jeszcze większym stopniu ograniczy elastyczność zatrudnienia. Jednej porozumienia obawiają się wiec dwie strony - przyznał.

Dlatego, mimo wskazywanych za pośrednictwem niego ewidentnych zalet, Rutkowski pesymistycznie patrzy na sposobność wprowadzenia w Polsce tegoż rozwiązania. - To jest dość radykalna reforma, natomiast rządy decydują się dzięki radykalne reformy rynku robocie tylko w warunkach głębokiego kryzysu, gdy sytuacja wykonuje się naprawdę dramatyczna. Reformy rynku pracy budzą naprawdę dużo emocji i kontrowersji, że jeśli nie dzierży absolutnej konieczności, żeby cokolwiek zrobić, to z definicji nic się nie robi - podsumował.